Sowę prędzej usłyszysz, niż zobaczysz. To pierwsza rzecz, którą powtarza każdy, kto choć raz wybrał się nocą na nasłuch — bezszelestny lot, ubarwienie zlewające się z korą, dzienna kryjówka wysoko przy pniu. Nawet puchacza, największą sowę świata o rozpiętości skrzydeł do 180 cm, w lesie „dostrzec jest niezwykle ciężko”. I właśnie dlatego fotopułapka jest dla sów narzędziem tak wdzięcznym: cierpliwie czeka tam, gdzie my nie wytrzymamy, a w podczerwieni widzi to, czego oko nie złapie. Ptak, którego przez cały sezon znasz wyłącznie z głosu, potrafi w końcu przejść przed obiektywem — przy dziupli, na czatowni, z ofiarą w szponach.
Ten tekst jest o tym, jak rozpoznać sowę na takiej klatce i co z niej wyczytać. W Polsce stwierdzono dziesięć lęgowych gatunków sów, z których dziewięć gnieździ się regularnie; skupimy się na siedmiu gatunkach — puchaczu, puszczyku, sowie uszatej, płomykówce, włochatce, sóweczce i puszczyku uralskim. Sześć z nich to sowy leśne; wyjątkiem jest płomykówka, związana z terenami otwartymi i zabudowaniami, ale zdarza się jej zajrzeć w obiektyw na skraju lasu czy w gospodarstwie. Przejdziemy przez cechy, które widać na zdjęciu (sylwetkę, szlarę, „uszy”, oczy), przez głosy, które i tak pozostają najważniejsze, przez to, gdzie i kiedy sowy się gniazdują, i wreszcie przez rzecz, o której łatwo zapomnieć z aparatem w ręku: sowa pod ochroną ścisłą, a jej gniazdo to miejsce, którego się nie nachodzi.
Siedem sów, od goliata po dawida
Najprostszy klucz na starcie to wielkość — i akurat na klatce z fotopułapki, gdzie masz skalę otoczenia, działa nieźle. Rozpiętość między skrajnymi gatunkami jest wręcz komiczna: puchacz to „goliat w porównaniu z dawidem, czyli malutką sóweczką”.
Puchacz (Bubo bubo) jest największą sową świata: długość ciała 60–78 cm, rozpiętość skrzydeł 138–170 cm, a samica waży od 2,3 do 4,2 kg (samiec 1,6–2,8 kg). Popularnie mówi się o rozpiętości „do 180 cm” i masie „do 4 kg” — i to nie przesada. Na drugim biegunie sóweczka (Glaucidium passerinum), najmniejsza sowa Europy „wielkości szpaka”: około 17 cm długości, 35 cm rozpiętości, samiec waży zaledwie 65 g, nieco większa samica 80–85 g. Między nimi układa się reszta.
| Gatunek | Wielkość (dł. ciała / rozpiętość) | Cecha rozpoznawcza | Głos | Aktywność |
|---|---|---|---|---|
| Puchacz | 60–78 cm / 138–170 cm | długie „uszy” (8–10 cm), oczy ciemnopomarańczowe | „uu-hu”, co 8–12 s | zmierzch i noc |
| Puszczyk uralski | 49–62 cm / 115–140 cm | długi, prążkowany ogon; małe czarne oczy | pohukiwanie | głównie noc |
| Puszczyk | 38–46 cm / 90–105 cm | krępy, „wielkości wrony”; czarne oczy | pohukiwanie | noc |
| Sowa uszata | jak mniejszy, smuklejszy puchacz | „uszy” jak u puchacza | pohukiwanie | noc |
| Płomykówka | średniej wielkości; sowa terenów otwartych | szlara w kształcie serca; ciemne oczy | nie pohukuje (rodzina Tytonidae) | noc |
| Włochatka | 25 cm / 55 cm | duża głowa, żółte oczy, opierzone palce | „po-pu-pu-pu” | wyłącznie noc |
| Sóweczka | ok. 17 cm / 35 cm | najmniejsza, żółte oczy, słaba szlara | wysokie „piju” | dzień i zmierzch |
Miary puszczyka uralskiego, puszczyka i włochatki podano za opracowaniami Lasów Państwowych i przewodnikami Natura 2000. Uszatka nie ma tu własnej rubryki z centymetrami, bo najprościej opisać ją tak, jak robią to leśnicy: „gdybyśmy odchudzili i skrócili puchacza, otrzymalibyśmy uszatkę” — to ptak z „uszami”, ale wyraźnie mniejszy.
Puchacz jest goliatem w porównaniu z dawidem, czyli malutką sóweczką nie większą od skowronka.
Szlara, „uszy” i oczy — co czytać z klatki
Kiedy rozmiar już zawodzi (a nocą, bez skali, potrafi), zostają trzy cechy twarzy, które fotopułapka łapie dobrze: szlara, pęki piór usznych i oczy.
Szlara to wieniec sztywnych piór wokół oczu i dzioba — u sów działa jak paraboliczne zwierciadło zbierające dźwięk. Jej wyrazistość i kształt pomagają w rozpoznaniu. U puchacza szlara jest „słabo zaznaczona”, u sóweczki także słabo — to znak dziennego drapieżnika-wzrokowca. Za to płomykówka ma szlarę w kształcie serca; to właśnie ona wyłącza płomykówkę z grona „sów właściwych” i zdradza ją natychmiast. Puszczyk uralski nosi jasną, wyraźnie odgraniczoną szlarę z ciemniejszą obwódką, na której odcinają się małe czarne oczy.
Pęki piór usznych — potocznie „uszy” — to nie narząd słuchu, lecz pióra do wyrażania nastroju i lepszego maskowania. Mają je tylko trzy z naszych gatunków: puchacz, sowa uszata i sowa błotna. U puchacza to długie, 8–10-centymetrowe pęki, zwykle ułożone poziomo, stawiane „na baczność”, gdy ptak się zaniepokoi — a w locie w ogóle niewidoczne. Jeśli więc na klatce widzisz dużą sowę z wyraźnymi „różkami”, masz do czynienia z puchaczem albo uszatką; puszczyk, włochatka i sóweczka takich piór nie noszą.
I wreszcie oczy — u sów skierowane do przodu jak u człowieka, co daje widzenie przestrzenne, ale i najciekawszą dla nas cechę: kolor tęczówki zdradza porę aktywności. Gatunki nocne mają oczy ciemne, prawie czarne (puszczyk, płomykówka), a dzienne — żółte lub pomarańczowe. Puchacz ma tęczówki ciemnopomarańczowe, sóweczka słomkowożółte. To reguła praktyczna: żółte oko na klatce z dnia to podpowiedź w stronę sóweczki, ciemne w nocy — w stronę puszczyka.

Dlaczego sowy tak dobrze wychodzą w podczerwieni
Jest powód, dla którego sowa na nocnej klatce z fotopułapki bywa ostrzejsza i „jaśniejsza” niż inne zwierzęta — i tkwi on w budowie jej oka. Sowie oczy są około 2,2 razy większe od oczu ptaków podobnej wielkości, a siatkówkę wypełniają głównie światłoczułe pręciki: puszczyk ma ich aż 56 tysięcy na milimetr kwadratowy. Dzięki temu widzi przy świetle, które dla nas jest ciemnością — według leśników „około 100 razy lepiej niż człowiek”, a płomykówka „o blisko 35 razy”.
Kluczowa dla fotopułapki jest jednak warstwa odblaskowa za siatkówką (tapetum). To ona sprawia, że w świetle latarki — czy diody podczerwieni w kamerze — „oczy będą charakterystycznie świecić, tak jak odblaski na szkolnym tornistrze”. To dlatego sowa na nocnym kadrze zdradza się zwykle najpierw refleksem oczu, a dopiero potem sylwetką. Leśnicy używają zresztą tej samej sztuczki w terenie: „wystarczy poświecić latarką, a sowa niczym kot odpowie warstwą odblaskową ukrytą pod siatkówką oka”.
Dochodzi do tego bezszelestny lot na miękkim upierzeniu i ruchliwa głowa — 14 kręgów szyjnych (człowiek ma siedem) pozwala obrócić ją o 270 stopni, a z dodatkowym skrętem ciała objąć wzrokiem pełne 360. Dla obserwatora oznacza to, że sowa na czatowni potrafi „patrzeć w obiektyw” z pozornie niemożliwego kąta. Autorzy przewodnika o sowach podsuwają zresztą prostą analogię, jak widzi taki ptak: „O tym, jak widzi sowa, można się przekonać, używając lornetek noktowizyjnych” — czyli mniej więcej tak, jak twoja kamera nocą Kompozycja w fotografii przyrodniczej: jak kadrować udane zdjęcia zwierząt.
Na nocnej klatce sowa często zdradza się dwoma jarzącymi się punktami, zanim jeszcze rozpoznasz sylwetkę.
Głos zdradza więcej niż sylwetka

Tu pada zdanie, które warto wziąć sobie do serca: „W identyfikacji sów o wiele ważniejsza jest znajomość głosów aniżeli ich wyglądu zewnętrznego”. Nie ma drugiej takiej grupy ptaków, dla której głos znaczyłby tyle — sowy wyrażają nim niemal wszystkie stany, a poszczególne gatunki mają całkiem spory repertuar. Jeśli twoja fotopułapka nagrywa dźwięk, jej wartość przy sowach rośnie dwukrotnie: często najpierw usłyszysz gatunek, a dopiero potem go zobaczysz.
Głos terytorialnego samca puchacza to donośne, głębokie „uu-hu”, powtarzane co 8–12 sekund, z wyraźnie zaakcentowaną pierwszą sylabą; niesie się na 1,5–2, a czasem nawet 4 km. Z daleka, gdy słychać tylko pierwszą sylabę, można go pomylić z uszatką — ale uszatka nawołuje częściej, mniej więcej co 3–4 sekundy. Włochatka wydaje charakterystyczne, szybkie „po-pu-pu-pu-pu-pu”, przypominające z oddali jadącą lokomotywę, i w bezwietrzne noce słychać ją nawet z 3 km. Sóweczka ma głos zupełnie inny — wysokie „piju”, kojarzone z „źle naoliwionym łańcuchem roweru”, słyszalne najczęściej tuż przed zachodem słońca. A najpospolitszy nocny głos polskiego lasu to pohukiwanie puszczyka — ten sam, który od wieków straszył w kulturze i który filmy grozy podkładają jako „sowi” odgłos.
Ważna jest też pora. Sowy pohukują sporadycznie przez cały rok, ale szczyt przypada na początek sezonu lęgowego, „w godzinach wieczornych i porannych”, a „najbardziej wartościowe są pierwsze pohukiwania o zachodzie słońca i tuż po nim, gdy ptaki są jeszcze najbliżej gniazda”. Przy złej pogodzie „wykrywalność sów spada praktycznie do zera”. Dlatego ornitolodzy i leśnicy, prowadząc monitoring, gdy jest cicho, stymulują ptaki, odtwarzając nagranie godowej melodii samca — do tego wystarczy smartfon z odpowiednim plikiem. Ta sama metoda leży u podstaw krajowego Monitoringu Lęgowych Sów Leśnych: w wypadku większości gatunków bierna kontrola nie wystarcza i „wymagane jest stosowanie dodatkowej stymulacji” głosowej.
Dwie uwagi praktyczne. Stymulację „należy prowadzić bardzo ostrożnie” — to ingerencja w terytorium, więc nie nadużywaj jej i nie powtarzaj bez końca. I druga: fotopułapka bywa tu subtelniejszym narzędziem niż playback, bo nagrywa spontaniczny głos bez prowokowania ptaka. Sóweczka na przykład „bardzo sporadycznie odzywa się bez stymulacji” — jeśli więc kamera złapie jej „piju” sama z siebie, to nie lada gratka.
Puchacz: jak i gdzie go nagrać
Skoro puchacz otwiera każdą listę polskich sów, należy mu się osobne miejsce — także dlatego, że jest gatunkiem skrajnie nielicznym. Krajową populację ocenia się na 250–280 par, rozproszonych po kilku regionach: najwięcej w części wielkopolsko-pomorskiej (ok. 60–70 par) i lubelskiej (50–55), mniej w Karpatach (ok. 40), na Mazurach, Podlasiu i Śląsku. To sowa terenów urozmaiconych — starych drzewostanów przetykanych łąkami, wodami i skałami, gdzie ma i kryjówki, i otwartą przestrzeń do polowania.
Poluje z czatowni albo z niskiego lotu patrolowego, a jego menu to podręcznikowy polifag: ssaki (ok. 60% diety) i ptaki (ok. 20%), głównie o masie 20–1500 g — karczowniki, jeże, szczury, krety, gołębie, kuropatwy, kaczki. Co dla obserwatora nietypowe, „istotną częścią jego diety są również ptaki szponiaste i sowy” — puchacz bez wahania upoluje myszołowa, puszczyka czy uszatkę. Ma najsilniejszy dziób i szpony ze wszystkich sów świata i „potrafi zabić ssaki średniej wielkości, jak lisy czy świstaki”. Jeśli więc pod czatownią czy przy dziennej kryjówce znajdziesz miejsce „wypluwkowe” — oznaczone gęstym, białym kałem „przypominającym farbę emulsyjną” — i resztki ofiar z charakterystycznymi kolcami jeży, masz mocną poszlakę obecności puchacza.
Uwaga na temperament: w przeciwieństwie do puszczyka uralskiego puchacz człowieka nie atakuje — „na nasz widok puchacz ucieka, co może się wiązać nawet z opuszczeniem gniazda i stratą lęgów”. To akurat najważniejszy powód, by fotopułapkę przy jego rewirze stawiać z rozwagą (wrócimy do tego przy ochronie).

Gdzie sowy zakładają lęgi — dziuple, złomy, ziemia i budki
Jedna zasada spina wszystkie gatunki: sowy nie budują własnych gniazd. Korzystają ze starych gniazd ptaków szponiastych i krukowatych, z naturalnych dziupli albo składają jaja wprost na ziemi. Dlatego najważniejszym czynnikiem decydującym o ich liczebności jest „obecność starych drzew z dużymi dziuplami, zwłaszcza wykutymi przez dzięcioły”. To dobra wiadomość dla stawiającego kamery: miejsca lęgowe sów są przewidywalne i związane z konkretnymi strukturami lasu.
Podział ról jest dość czytelny:
- Dziuplaki wtórne. Włochatka i sóweczka zależą od dzięciołów. Włochatka zajmuje dziuple po dzięciole czarnym, największym z naszych dzięciołów, albo budkę z otworem 9–10 cm. Sóweczka gnieździ się w mniejszych dziuplach po dzięciole dużym, w starych drzewostanach z domieszką świerka; w Puszczy Białowieskiej większość jej dziupli lęgowych stwierdzano w osice — miękkim, próchniejącym drewnie łatwym dla dzięciołów.
- Sowy „gniazd zastępczych”. Puszczyk uralski najchętniej wybiera złom — złamany, próchniejący od góry pień — rzadziej stare gniazdo ptaka szponiastego czy budkę. Puszczyk zwyczajny gnieździ się w dużych, wypróchniałych dziuplach i wnękach, w szczelinach skał, „na strychach i w kominach opuszczonych domów”, a bywa, że zajmuje stare gniazda srok i wron.
- Gniazdo na ziemi. Puchacz jest „jedyną leśną sową, która może gniazdować także na ziemi”, rozgrzebując płytki dołek pod wykrotem czy pniem. To jego pięta achillesowa: naziemne lęgi w 50–70% przypadków kończą się rabunkiem przez lisy, kuny, jenoty, kruki czy dziki.
I tu wchodzą budki i platformy — ale z ważnym zastrzeżeniem, które łatwo przeoczyć. Sztuczne miejsca lęgowe pomagają przede wszystkim tam, gdzie brakuje naturalnych. Czeski eksperyment z włochatką pokazał to wzorcowo: w młodych, odtwarzanych świerczynach, ubogich w dziuple, zajętość budek sięgała 8–15%, a w dojrzałych borach sosnowych, bogatych w naturalne dziuple, zaledwie 0–1% — a populacja korzystająca z budek wyprowadziła dziesięciokrotnie więcej podlotów niż ta z dziuplastego starodrzewiu. Wniosek jest praktyczny: sztuczne miejsce lęgowe nadrabia brak dziupli, ale w bogatym w nie starodrzewiu niczego nie zmienia. Dla puszczyka standardem jest budka typu „komin” z okrągłym otworem 15 cm, wieszana wysoko, na 8–10 m. Dla puchacza z kolei buduje się platformy — sztuczne gniazda nadrzewne, które w programie „Bubobory” zwiększają szansę na bezpieczny lęg z dala od naziemnych drapieżników.
Że to działa, pokazuje przypadek z Nadleśnictwa Rudka. Stara platforma puchaczy runęła wraz z uschniętym drzewem, w drzewostanie gniazdowym zadomowiły się dziki i ptaki najpewniej w ogóle nie przystąpiły do lęgu. Zimą Komitet Ochrony Orłów postawił w tym miejscu nową platformę — „a już dwa tygodnie później puchacze pojawiły się na niej”. W gnieździe wychowały się trzy pisklęta.
Warto dodać, że gotowość do zajmowania budek bywa gatunkowa: włochatka słynie z niej, ale sóweczka już nie. A jeśli marzy ci się kamera w budce, pamiętaj, że sama budka jest wygodniejsza dla obserwacji niż naturalna dziupla — to w niej łatwiej prowadzić monitoring kamerą, co w naturalnych dziuplach bywa znacznie trudniejsze.
Budki i platformy nadrabiają brak dziupli tam, gdzie zabrakło starego lasu — nie zastąpią go tam, gdzie wciąż stoi.
Kiedy się gniazdują — sowi kalendarz lęgowy

Sowy są wśród najwcześniej gniazdujących ptaków, więc ich kalendarz zaskakuje. Puchacz odzywa się najintensywniej zimą, w styczniu i lutym (w górach do połowy marca), a jaja składa zwykle od lutego do pierwszej połowy kwietnia — zdarza się, że „na śniegu, jeszcze w lutym”. Wysiaduje je głównie samica przez około pięć tygodni, a pisklęta opuszczają gniazdo w 4.–5. tygodniu, jeszcze nielotne, ukrywając się pojedynczo w gąszczu; latać zaczynają dopiero w siódmym tygodniu życia.
Włochatka to rekordzistka wczesności — „jeden z gatunków ptaków najwcześniej przystępujących do lęgów na kontynencie europejskim”. W Polsce składa pierwsze jaja na przełomie marca i kwietnia, choć wyjątkowo późne zniesienia znajdowano na początku czerwca; cała droga od pierwszego jaja do wylotu piskląt zajmuje jej około 60 dni. Puszczyk ma jeden lęg w roku, w okresie od początku stycznia nawet do końca czerwca, zwykle 3–4 jaja w marcu; pisklęta klują się asynchronicznie, więc różnią się wielkością, a w latach chudych najsłabsze bywają zjadane przez rodzeństwo. Puszczyk uralski znosi 2–4 jaja, zwykle w marcu, w okresie lęgowym od lutego do połowy maja.
Sam moment wyjścia z gniazda też jest charakterystyczny i wart uwagi przy kamerze: młode puszczyki i uralskie opuszczają dziuplę około 28.–30. dnia, często zanim nauczą się latać. Lądują wtedy na ziemi, ale „odruchowo, za pomocą dzioba i ostrych pazurów, wspinają się na drzewa”. Taki podlot — nielotny, ale ruchliwy — to klasyczny bohater czerwcowych klatek z fotopułapki.
Jest w tym wszystkim pułapka metodyczna, o której warto wiedzieć, zanim ogłosisz „u mnie nie ma sów”. Skoro terminy lęgów są rozciągnięte, a niektóre pary powtarzają lęg po stracie, pojedyncza kontrola w „standardowym” terminie potrafi rozminąć się z ptakiem. Właśnie na przykładzie późnych lęgów włochatki pokazano, że jednorazowy nasłuch bywa mylący — kamera pracująca tygodniami ma nad nim tę przewagę, że nie przegapi spóźnialskich.
Norniki rządzą: cykl gryzoni a sowy
Jeśli w jednym roku twoja okolica huczy od uszatek, a w następnym milczy, nie szukaj winy w sobie. Liczebność i sukces lęgowy wielu sów są ściśle powiązane z cyklem drobnych gryzoni — norników i myszy — który w naszej strefie waha się w rytmie mniej więcej 3–5-letnim. Fińskie badania oparte na obrączkowaniu piskląt pokazały wprost, że sukces lęgowy tych drapieżników jest silnie uzależniony od liczebności norników — i to u tych samych gatunków, które mamy w Polsce: włochatki, puszczyka uralskiego i uszatki.
Najlepiej widać to po uszatce. To „jedna z najliczniejszych sów w Polsce”, ale jej liczebność „jest bardzo zmienna, zależna od liczebności gryzoni w danym roku, i wynosi od 8 000 do 25 000 par” — trzykrotna różnica między rokiem chudym a tłustym. U włochatki cykl steruje nawet wędrówkami: „kiedy nie występuje »rok mysi«”, ptaki — zwłaszcza młode i samice — chętniej się przemieszczają, podczas gdy samce zostają wierne rewirom. A puszczyk w skrajnie ciężką zimę potrafi w ogóle odpuścić rozród: gdy gruba pokrywa śnieżna odcina go od gryzoni, „zupełnie rezygnuje z lęgów”, a przy mrozach rzędu −20°C „z całego kraju napływały doniesienia o martwych sowach, które padły z głodu”. Szwedzkie dane o włochatce domykają obraz: lęgi udawały się w latach wzrostu liczebności gryzoni, a w latach dna niemal w ogóle ich nie zakładano.
Od tej reguły jest jednak istotny wyjątek — i dobrze go znać, żeby nie wyciągać pochopnych wniosków. Sóweczka poluje głównie na ptaki, więc „nie jest uzależniona od drobnych ssaków jak uszatka czy sowa błotna”; jej liczebność „nie może się zmieniać kilkukrotnie” i waha się raczej o 5–20%. Podobnie puchacz jako wszystkożerny generalista jest odporny na chudsze lata — w izraelskim badaniu 43 lęgów różnorodność jego ofiar w ogóle nie przekładała się na sukces lęgowy. Mówiąc krótko: „lata mysie” tłumaczą wahania uszatki, włochatki i puszczyka, ale nie każdej sowy.
„Lata mysie” tłumaczą, dlaczego uszatek raz jest mnóstwo, a raz cisza — ale sóweczki, ptasiego specjalisty, ta reguła nie dotyczy.
Nocne łowy na klatce — co jeszcze z niej wyczytasz

Poza samym „kto”, dobra klatka mówi też „co robił”. Sowy to znakomici łowcy z zasiadki, więc fotopułapka ustawiona na eksponowaną czatownię — samotne drzewo, słupek, wykrot — ma spore szanse na kadr z polowania. Warto pamiętać, że sowy potrafią polować także na siebie nawzajem: agresja międzygatunkowa jest wśród nich powszechna, a w czołówce „napastników” są puchacz, puszczyk uralski i puszczyk. Puszczyk uralski wprost „eliminuje ze swego terytorium inne sowy leśne, zjadając je”, a zimą bywa filmowany, jak łapie gryzonie przebiegające przez drogi — i „umie skutecznie zlokalizować ofiarę nawet 30 cm pod śniegiem”.
Jeśli kamera stoi przy dziupli lub kryjówce, możesz trafić na jeszcze jedno zachowanie: magazynowanie zdobyczy. W latach obfitości włochatka czy sóweczka „potrafi zgromadzić w swojej kryjówce nawet do kilkudziesięciu ofiar”. A pod czatownią i gniazdem prędzej czy później pojawią się wypluwki — zbite kłęby niestrawionych kości i piór. Ich kształt i zawartość są na tyle gatunkowe, że po samej wypluwce można oznaczyć sowę i jej ofiary. Sposób jedzenia też się w nich odbija: puchacz połyka gryzonie w całości, a puszczyk rozrywa ofiary na części przed połknięciem. Zebrawszy wypluwki spod nagranego stanowiska, dopełnisz obraz z kamery listą tego, czym twoja sowa faktycznie się żywi — jeden ptak zjada rocznie „kilkaset kilogramów gryzoni”.
Jest też cicha wskazówka, gdzie w ogóle ustawić sprzęt: nękanie. W dzień drobne ptaki — zięby, kowaliki, kosy, szpaki, sójki — zbijają się wokół odpoczywającej sowy i hałaśliwie ją obsztorcowują; „kierunek ucieczki może być dobrą wskazówką umiejscowienia gniazda”. Jeśli więc w koronie kłębi się zdenerwowane ptactwo, prawdopodobnie masz tam sowę, choć jej samej nie widzisz — i dobry punkt na kamerę.
Fotopułapka przy sowach ma jednak swoją słabość: nocne wyzwolenia. Gałąź na wietrze, przebiegająca sarna, ćma przy diodzie — i rano masz setki pustych klatek do przejrzenia w poszukiwaniu tych kilku z sową.

Ochrona: czego nie wolno przy sowim gnieździe
Na koniec rzecz najważniejsza, bo z aparatem czy kamerą łatwo o niej zapomnieć: w Polsce wszystkie sowy podlegają ochronie ścisłej. Rozporządzenie w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt zakazuje wobec nich m.in. umyślnego zabijania, okaleczania i chwytania, niszczenia jaj i form rozwojowych, a także „umyślnego uniemożliwiania dostępu do schronień”. To nie są przepisy teoretyczne — dotyczą każdego, kto wchodzi w rewir lęgowy.
Trzy gatunki — puchacz, sóweczka i włochatka — objęto dodatkowo ochroną strefową. Wokół gniazda wyznacza się strefy wyłączone z działalności człowieka: dla puchacza to strefa całoroczna w promieniu do 200 m i okresowa (od 1 stycznia do 31 lipca) w promieniu do 500 m od gniazda. Dla dziuplaków — sóweczki i włochatki — strefa jest mniejsza, o promieniu 50 m przy dziupli lęgowej. Strefa całoroczna „funkcjonuje na zasadach rezerwatu ścisłego”, a jej granice wyznacza regionalny dyrektor ochrony środowiska po zgłoszeniu gniazda. Ochrona strefowa raptorów i puchacza ma w Polsce długą tradycję — pierwsze przepisy wprowadzono już w 1983 roku.
Dlaczego to tak istotne akurat przy fotopułapkach? Bo sowy bywają na obecność człowieka skrajnie wrażliwe, zwłaszcza w czasie wysiadywania. U puchacza „już sama nasza obecność może doprowadzić do utraty lęgu”, a straty z tego tytułu szacuje się na co najmniej 30%. Komitet Ochrony Orłów odnotowuje wprost wzrost penetrowania okolic gniazd przez „poszukujących wrażeń turystów, a czasami nawet amatorów fotografii przyrodniczej”, i podkreśla, że „różnorodna aktywność człowieka w strefach jest przyczyną zwiększonych strat w lęgach”. Puchacz spłoszony z naziemnego gniazda po prostu z niego zejdzie — i lęg przepadnie.
Praktyczny wniosek dla stawiającego kamery jest więc jednoznaczny: aktywnego gniazda się nie nachodzi, choćby po to, by ustawić czy sprawdzić sprzęt. Fotopułapkę zawiesza się na szlaku przemieszczania, na czatowni czy przy wypluwkowej — nie „na gnieździe”. Badacze montujący kamery w budkach włochatki celowo wybierali skrzynki z dala od dróg i ścieżek, żeby nie zwracać uwagi publiczności na sprzęt — bo ujawniona lokalizacja gniazda to samo w sobie zagrożenie. A lokalizacji rzadkiej sowy z tego samego powodu się nie rozgłasza. Jeśli znajdziesz gniazdo gatunku strefowego, zgłoś je nadleśnictwu i RDOŚ — to oni wyznaczą strefę — a nie publikuj współrzędnych w sieci.
Dobra wiadomość na koniec: sóweczka jest pod tym względem wyrozumialsza — „nie jest wrażliwa na umiarkowaną penetrację jej terytoriów”; znane jest stanowisko odwiedzane i fotografowane przez dziesiątki osób, które mimo to przetrwało. Ale to wyjątek, nie reguła — i nie usprawiedliwia podchodzenia pod dziuplę w sezonie. Zasada pozostaje ta sama, co przy każdej dzikiej sowie: obserwuj z dystansu, a robotę „z bliska” zostaw kamerze.
Z aparatem w ręku łatwo zapomnieć, że każda polska sowa jest pod ochroną ścisłą, a jej gniazdo to nie plan zdjęciowy.
Najczęstsze pytania
Jak odróżnić puchacza od uszatki na zdjęciu?
Po wielkości i proporcjach. Oba mają „uszy”, ale puchacz jest ogromny (rozpiętość do 180 cm, masa do 4 kg), a uszatka to jego „miniaturka”. Jeśli sowa z „różkami” wygląda na potężną i baryłkowatą, to puchacz; jeśli na smukłą i niedużą — uszatka.
Czy sowę da się rozpoznać po samym głosie z nagrania?
Zwykle tak — u sów głos jest pewniejszy niż wygląd. Głębokie „uu-hu” co 8–12 s to puchacz, szybkie „po-pu-pu-pu” to włochatka, wysokie „piju” to sóweczka, a klasyczne pohukiwanie w nocnym lesie najczęściej należy do puszczyka.
Kiedy sowy są najbardziej aktywne głosowo?
Wczesną wiosną, na początku okresu lęgowego, wieczorem i o poranku — „najbardziej wartościowe są pierwsze pohukiwania o zachodzie słońca i tuż po nim”. Puchacz jest wyjątkiem: nawołuje najgłośniej już w styczniu i lutym. Przy złej pogodzie wykrywalność spada niemal do zera.
Dlaczego oczy sowy tak jasno świecą na nocnej klatce?
Za siatkówką mają warstwę odblaskową (tapetum), która odbija światło — także podczerwień z diod kamery — więc oczy „świecą jak odblaski na tornistrze”. Do tego oko sowy jest wypełnione głównie pręcikami i widzi przy znikomym świetle, stąd ostre nocne kadry.
Czy mogę postawić fotopułapkę przy gnieździe sowy?
Nie przy aktywnym gnieździe. Wszystkie sowy są pod ochroną ścisłą, a puchacz, sóweczka i włochatka mają wyznaczane strefy ochronne (u puchacza do 200 m całorocznie i do 500 m okresowo). Sama obecność człowieka potrafi zniszczyć lęg. Kamerę stawia się na szlaku czy czatowni, a znalezione gniazdo zgłasza nadleśnictwu i RDOŚ.
Czy liczebność sów faktycznie zależy od gryzoni?
U wielu gatunków tak. Uszatki bywa od 8 000 do 25 000 par zależnie od roku, a puszczyk w ciężką zimę potrafi nie przystąpić do lęgu; sukces lęgowy włochatki, uszatki i puszczyka uralskiego idzie w rytm 3–5-letniego cyklu norników. Wyjątkiem jest sóweczka, ptasi specjalista, którego liczebność jest stabilna.